Nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o życie, które dzięki nim odzyskujesz.
Każda z tych historii zaczęła się w innym miejscu. Łączy je jedno — trening miał pomóc nie tylko poprawić formę, ale przede wszystkim odzyskać możliwości, które wcześniej ograniczało ciało.
01
Rafał — wyleczony ból barku i przygotowanie do gry w golfa
−8,5 kg · −10 cm w pasie

Rafał — nowa pasja po 50-tce ⛳
Rafał jest jednym z tych ludzi, którzy zarażają pozytywną energią. Na co dzień jednak jego praca ma niewiele wspólnego ze spokojem. Jest chirurgiem.
Pracuje w dużym stresie, a od jego decyzji, wiedzy i sprawności zależy zdrowie innych ludzi.
To praca wymagająca nie tylko psychicznie. Wielogodzinne operacje i dyżury mocno obciążają ciało, szczególnie plecy.
Kiedy zaczęliśmy współpracę, mieliśmy więc kilka konkretnych rzeczy do zrobienia.
Przeszliśmy przez rehabilitację po operacji w okolicy jamy brzusznej. Zajęliśmy się bólem lewego barku, który zaczął przeszkadzać Rafałowi podczas pracy. Usprawniliśmy kolano po wcześniejszej kontuzji i pracowaliśmy nad plecami, które po dyżurach i wielogodzinnych operacjach były po prostu zmęczone i przeciążone.
Efekt: 8,5 kg mniej, 10 cm mniej w pasie, większa siła i lepsza sprawność.
I wtedy pojawiło się coś nowego. Golf.
Rafał odnalazł po 50-tce nową pasję.
Kiedy powiedział mi, że wciągnął go golf i chciałby trenować również pod kątem swojej gry, zaczęliśmy działać.
Do treningu wprowadziliśmy pracę nad siłą i dynamiką mięśni tułowia, stabilizacją ciała oraz możliwościami fizycznymi potrzebnymi podczas uderzenia.
I chyba właśnie ten etap naszej współpracy lubię najbardziej.
Bo dzisiaj regularnie dostaję od Rafała zdjęcia z kolejnych pól golfowych, które odwiedza również podczas wakacji.
A kiedy przychodzą kolejne pomiary prędkości uderzenia — Rafał bije własne rekordy.
- brak bólu w pracy i po pracy,
- brak obawy, że ciało znowu zacznie go ograniczać,
- większa siła i sprawność,
- możliwość rozwijania swojej pasji,
- coraz lepsze wyniki w golfie.
I właśnie o taki efekt treningu mi chodzi.
Nie tylko o kilogramy, centymetry czy większe ciężary.
Bo można po 50-tce nie tylko zadbać o zdrowie. Można znaleźć nową pasję, rozwijać się w niej i realizować siebie poprzez sport.
A ja, kiedy Rafał mówi mi, że jedzie na wakacje, mam już właściwie tylko jedno pytanie:
„A jest tam w okolicy jakieś pole golfowe?”
02
Kasia — Zdrowe plecy i kolana
−32 kg · −28 cm w pasie · −21 cm w talii

Kasia — historia większa niż liczby
2 rozmiary mniej. 32 kg mniej. 28 cm mniej w pasie. 21 cm mniej w talii. To liczby, które robią wrażenie. Ale ta historia nigdy nie była tylko o liczbach.
Kasia pracuje w korporacji, gdzie każdego dnia prowadzi zespół, wnosząc do niego spokój, opanowanie i dobrą energię.
Po pracy wraca do świata, który tworzy jako mama dwóch córek, opiekunka psa i pasjonatka ogrodu. Od zawsze kochała także taniec — dawał jej wolność, lekkość i radość.
Z czasem jednak ciało zaczęło odbierać jej te małe codzienne przyjemności.
Dyskopatia, ból pleców i kolan, pęknięta łąkotka, nadwaga oraz cukrzyca sprawiły, że nawet zwykłe codzienne funkcjonowanie zaczęło kosztować ją coraz więcej energii.
Ograniczenia ruchowe i zmęczenie powoli odbierały jej komfort życia i możliwość czerpania radości z tego, co kochała.
Pracowaliśmy nad redukcją bólu, poprawą sprawności, zmianą nawyków żywieniowych oraz odbudową silnego, sprawnego ciała.
Jako fizjoterapeuta wykorzystywałem podczas treningów techniki terapeutyczne, a kiedy organizm potrzebował więcej regeneracji, trening zamienialiśmy na fizjoterapię.
Dzięki temu mogliśmy działać skutecznie, ale przede wszystkim bezpiecznie.
Zbudowaliśmy silne mięśnie pleców i brzucha (tzw. core), mocniejsze uda i pośladki, a to wszystko za pomocą ćwiczeń, które nie sprawiały bólu.
Kasia wykazała się ogromną konsekwencją, cierpliwością i siłą charakteru. Nie szukała dróg na skróty. Po prostu dzień po dniu odzyskiwała siebie.
- brak bólu pleców i kolan,
- sprawniejsze i silniejsze ciało,
- szczupła sylwetka,
- lepsze zdrowie — bez cukrzycy.
Najważniejsza zmiana wydarzyła się poza siłownią.
Dziś Kasia wybiera ubrania, które naprawdę jej się podobają, a nie takie, które mają coś ukrywać.
Z przyjemnością patrzy na siebie w lustrze. Wróciła do tańca. Bez bólu pracuje w ogrodzie, który znowu daje jej spokój i radość.
Ma energię, by aktywnie spędzać czas z córkami i po prostu cieszyć się życiem.
To nie jest historia o odchudzaniu.
To historia o odzyskaniu siebie.
O kobiecie, która odzyskała sprawność, pewność siebie i swoje supermoce.
03
Ewa — sprawność i siła na emeryturze
wyleczona dyskopatia i "zamrożony" bark

Pani Ewa — sprawność, która daje wolność
Nie każdy trening zaczyna się od wielkiej przemiany sylwetki. Czasem chodzi o coś znacznie ważniejszego — możliwość normalnego życia bez bólu, niezależność i zdrowie.
Pani Ewa ma 65 lat.
Na co dzień związana z historią i literaturą. Kobieta inteligentna, ciekawa świata, z energią do życia, której mogłoby pozazdrościć wiele młodszych osób.
Prywatnie — zapalona ogrodniczka i miłośniczka podróży.
Poznaliśmy się wiele lat temu.
Pamiętam, jak zaczepiłem ją w klubie i zaprosiłem najpierw na zajęcia, a później na trening indywidualny.
Od początku było widać, że chce o siebie zadbać. Była też świadoma czegoś, czego wiele osób nadal nie rozumie:
A było co leczyć.
Dyskopatia regularnie przypominała o sobie bólem pleców. Pojawiały się ograniczenia, napięcia i momenty, w których ciało przestawało współpracować tak, jak powinno.
Zaczynaliśmy spokojnie.
Od bezpiecznych ćwiczeń i pracy na maszynach. Ale z czasem trening ewoluował.
Coraz więcej kontroli ruchu. Coraz więcej siły. Ćwiczenia z ciężarami. Lepsza sprawność. Większa pewność własnego ciała.
Wszystko indywidualnie dopasowane do Ewy i jej możliwości.
W międzyczasie ukończyłem studia fizjoterapeutyczne, dzięki czemu mogłem pomagać jej nie tylko jako trener, ale również jako fizjoterapeuta.
Kiedy pojawiały się problemy — reagowaliśmy od razu.
Trening nie skończył się nawet podczas pandemii.
Gdy świat się zatrzymał, nasze treningi po prostu zmieniły formę.
Nordic walking wokół jeziora. Ćwiczenia na TRX. Przysiady między spacerami.
Ruch dopasowany do sytuacji, ale nadal regularny i konsekwentny.
I właśnie ta konsekwencja przez lata zrobiła największą różnicę.
- wyprowadzony tzw. zamrożony bark,
- dyskopatia i ból pleców stały się odległym wspomnieniem,
- większa siła i sprawność,
- większa pewność własnego ciała,
- aktywność i niezależność na co dzień.
Dziś Pani Ewa żyje aktywnie.
Podróżuje. Pracuje w ogrodzie. Pływa. Jeździ na rowerze.
04
Beata — wyleczony ból pleców i szyi; sprawność w tańcu i akrobatyce
Bez bólu pleców i szyi · większa sprawność · nauka stania na rękach

Beata — silniejsze ciało dla tańca i akrobatyki
Beata przyszła do mnie z konkretnym celem — chciała wzmocnić ciało, aby móc rozwijać się w tańcu i akrobatyce.
Na co dzień Beata jest kreatywną szefową we własnej firmie i twardo stąpającą po ziemi marzycielką.
Lubi ludzi, a spełnienia szuka między innymi w artystycznych formach ruchu — tańcu i akrobatyce. Już od wejścia na siłownię zaraża mnie energią niczym popołudniowa kawa.
Do mnie przyszła w jednym celu: chciała wzmocnić swoje ciało, aby lepiej radzić sobie podczas tańca i treningów akrobatycznych.
Podczas pierwszej oceny zauważyłem, że jednym ze słabszych elementów są mięśnie brzucha. Beacie doskwierał również ból pleców związany między innymi z siedzącym charakterem pracy.
Zaczęliśmy od mobilizacji i stabilizacji.
Najpierw pracowaliśmy nad ruchomością, kontrolą ciała i stabilnością. Następnie stopniowo przechodziliśmy do ćwiczeń wzmacniających.
Szybko okazało się, że mamy również dodatkowy cel: naukę stania na rękach.
W ruch poszły sztanga i hantle. Dzięki treningowi siłowemu wzmocniliśmy mięśnie pleców i odcinek piersiowy kręgosłupa.
Plecy Beaty nabrały wyraźniejszego zarysu mięśni, ale jeszcze ważniejsze było to, że zaczęła chodzić bardziej wyprostowana i przestała odczuwać ból.
Nie ćwiczyliśmy według przypadkowego, standardowego schematu. Każde ćwiczenie dobieraliśmy precyzyjnie, aby jednocześnie poprawiało funkcjonowanie całego organizmu oraz rozwijało siłę, stabilność i sprawność.
Później pojawiły się kółka gimnastyczne.
Pokazałem Beacie możliwości treningu na kółkach gimnastycznych i szybko okazało się, że była to miłość od pierwszego treningu.
Kółka pomogły nam dodatkowo wzmocnić plecy, poprawić kontrolę ruchu, świadomość ciała oraz zdolności potrzebne w gimnastyce i akrobatyce.
Dzięki treningom z Beatą sam przypomniałem sobie, jak wyglądała nauka gimnastyki podczas moich studiów na AWF-ie.
- ból pleców i szyi przestał ograniczać ją na co dzień,
- plecy nie odmawiają już posłuszeństwa po całym dniu pracy,
- sylwetka stała się bardziej wyprostowana i pewna,
- wzrosła siła mięśni brzucha i pleców,
- poprawiła się stabilność oraz świadomość ciała,
- taniec i akrobatyka stały się łatwiejsze i bardziej swobodne.
Zmiana jest widoczna również poza salą treningową.
Beata zauważa, że częściej się prostuje, a po całym dniu siedzącej pracy jej plecy nadal funkcjonują bez bólu.
Wyprostowana postawa pomaga jej także podczas pracy z klientami. Sposób, w jaki prezentujemy siebie, ma ogromne znaczenie, a wyprostowana sylwetka jest często odbierana jako oznaka pewności siebie i siły.
Po pracy Beata może swobodniej realizować swoje pasje. Tańczy z większą gracją i wykonuje coraz bardziej zaawansowane figury oraz układy akrobatyczne.
Widzę radość i satysfakcję, jaką jej to daje. Poprzez ruch rozwija swoje umiejętności, realizuje się i karmi artystyczną część swojej osobowości.
Dzisiaj stoimy już na rękach przy ścianie.
Kolejny cel? Stanie na rękach bez asekuracji.
Cieszymy się z dotychczasowych postępów i wspólnie planujemy następne cele treningowe.
05
Łukasz — Zdrowie i lepsze samopoczucie po 40-stce
−24 kg · −20 cm w pasie · lepsze zdrowie i samopoczucie

Łukasz — najpierw trzeba zadbać o siebie
W ciągu zaledwie trzech miesięcy Łukasz zredukował masę ciała o 24 kg i stracił 20 cm w pasie. Najważniejsza zmiana nie wydarzyła się jednak w lustrze, lecz w jego zdrowiu i codziennym życiu.
Łukasz przez lata był tym człowiekiem, na którym zawsze można polegać.
Szef firmy. Ojciec trzech synów. Człowiek, który każdego dnia dawał z siebie wszystko — dla rodziny, pracy i ludzi wokół siebie.
Sympatyczny, pogodny i zawsze w ruchu.
Nawet przy ogromie obowiązków próbował znajdować czas na aktywność fizyczną. Spacer, trochę ruchu, czasami trening. Jednak, jak u wielu ambitnych mężczyzn, własne zdrowie długo pozostawało gdzieś na końcu listy priorytetów.
Do momentu, w którym organizm zaczął wysyłać sygnały alarmowe.
Pojawiły się problemy z wątrobą, ryzyko rozwoju cukrzycy, pogarszające się wyniki badań oraz bóle piszczeli, które odbierały komfort chodzenia.
Zespół metaboliczny przestał być odległym zagrożeniem. Ryzyko stało się realne.
Z charakterystycznym dla siebie spokojem i pogodą ducha zaczął działać systematycznie, konsekwentnie i dzień po dniu.
Efekty przyszły szybciej, niż można było się spodziewać.
- 24 kg mniej,
- 20 cm mniej w pasie,
- unormowany poziom cukru i insuliny,
- poprawa parametrów związanych z pracą wątroby,
- ustąpienie bólu piszczeli,
- lepsze wyniki badań,
- więcej energii i lepsze samopoczucie.
Najważniejsze nie wydarzyło się w lustrze.
Najważniejsza zmiana wydarzyła się wewnątrz organizmu i w codziennym funkcjonowaniu.
Łukasz wrócił do długich spacerów, które dzisiaj są dla niego sposobem na odpoczynek od codziennego stresu i odpowiedzialności.
Przestał żyć w ciągłym napięciu i obawie o zdrowie. Zamiast tego zaczął z satysfakcją obserwować kolejne poprawiające się wyniki badań.
Stało się też coś jeszcze — Łukasz polubił trening.
Nie dlatego, że musiał. Polubił go, ponieważ zrozumiał jego prawdziwą wartość.
Trening i odpowiednie nawyki żywieniowe dały mu realny wpływ na własne zdrowie, sylwetkę i codzienne samopoczucie.
Więcej energii do pracy i życia rodzinnego.
Dzisiaj Łukasz ma więcej energii zarówno w pracy, jak i w domu. Rozwija biznes i realizuje kolejne cele.
Po pracy nadal ma siłę i chęć, aby spędzać czas z synami oraz dzielić z nimi wspólne pasje.
Na treningach najbardziej widzę jednak zmianę, która zaszła w jego głowie.
Ze zmęczonego człowieka, który wpadał spóźniony na trening i traktował ćwiczenia jak kolejny obowiązek, stał się osobą wchodzącą na siłownię z energią — nawet po całym dniu pracy za biurkiem.
Bez bólu pleców, lekkim krokiem i z uśmiechem na twarzy.
To nie jest historia tylko o utracie kilogramów.
To historia mężczyzny, który zrozumiał, że jeśli chce dalej dbać o swoich bliskich…
Najpierw musi zadbać o siebie.
06
Zuzanna — zdrowe i silne plecy zamiast dyskopatii
−25 kg · −17 cm w talii

Zuzanna — zdrowe plecy, silne ciało i życie bez ograniczeń
Zuzanna przyszła do mnie z dyskopatią i bólem kręgosłupa. Nie chciała nauczyć się życia z bólem. Chciała odzyskać sprawność i zbudować silne plecy.
Zuzanna przyszła do mnie z dyskopatią i bólem kręgosłupa.
Nie chciała nauczyć się funkcjonować z bólem. Chciała odzyskać sprawność, mieć silne plecy i przestać zastanawiać się, czy kolejna aktywność znowu zakończy się dolegliwościami.
Zaczęliśmy od pleców.
Przyjrzeliśmy się temu, co dzieje się nie tylko podczas treningu, ale również przez wszystkie pozostałe godziny dnia.
Zmieniliśmy codzienne nawyki, poprawiliśmy higienę pleców podczas pracy i wprowadziliśmy odpowiednio dobrane ćwiczenia.
Następnie stopniowo wzmacnialiśmy całe ciało, zwiększając jego możliwości bez niepotrzebnego przeciążania kręgosłupa.
Zuzanna nauczyła się również, jak samodzielnie dbać o plecy i co robić, aby nie wracać ciągle do punktu wyjścia.
Z czasem ból ustąpił. Najważniejsza zmiana wydarzyła się jednak gdzie indziej.
Kręgosłup przestał decydować o jej życiu.
Plecy przestały wyznaczać granicę tego, co Zuzanna może, a czego nie może robić.
Ból przestał przeszkadzać jej również w pracy. Może normalnie wykonywać swoje obowiązki bez ciągłego dyskomfortu, szukania pozycji przynoszącej ulgę i nieustannego myślenia o kręgosłupie.
Wróciła swoboda ruchu. Wróciło także zaufanie do własnego ciała.
Trening siłowy, który początkowo był sposobem na odzyskanie sprawności, stał się aktywnością, którą Zuzanna naprawdę polubiła.
- ból kręgosłupa przestał ograniczać ją na co dzień,
- może wykonywać swoją pracę bez ciągłego dyskomfortu,
- odzyskała swobodę ruchu i zaufanie do własnego ciała,
- wzmocniła mięśnie wspierające kręgosłup,
- nauczyła się samodzielnie dbać o plecy,
- polubiła regularny trening siłowy.
Kolejnym celem stała się sylwetka.
Kiedy uporaliśmy się z plecami, mogliśmy skupić się na następnym celu — poprawie sylwetki.
Rezultat to 25 kg mniej i 17 cm mniej w talii. To duża zmiana, ale liczby pokazują tylko jej część.
Największym efektem tej pracy jest ciało, które zamiast ograniczać, daje nowe możliwości.
- 25 kg mniej,
- 17 cm mniej w talii,
- silniejsze i sprawniejsze ciało,
- zdrowe nawyki związane z codziennym ruchem,
- większa pewność podczas aktywności fizycznej,
- umiejętność bezpiecznego treningu siłowego.
Dzisiaj Zuzanna nadal trenuje siłowo.
Wie, jak ćwiczyć, jak dbać o plecy i jak utrzymywać wypracowaną sprawność.
Może pracować bez bólu, być aktywna i normalnie korzystać ze swojego ciała bez ciągłego zastanawiania się nad kręgosłupem.
Nie traktuje już dyskopatii jak wyroku.
Dobra forma nie powinna oznaczać wyłącznie lepszego wyglądu.
Powinna oznaczać silne, sprawne ciało, które pozwala normalnie pracować i żyć tak, jak chcesz.
07
Adam — Forma życia po 40-stce i nowa pasja: bieganie
−15 kg · −23 cm w pasie

Adam — forma życia po 40-tce i nowa pasja
Adam przyszedł do mnie, żeby schudnąć. Zredukował masę ciała o 15 kg i stracił 23 cm w pasie. To był jednak dopiero początek jego przemiany.
Adam miał prawie 40 lat i życie, które z zewnątrz wyglądało solidnie.
Dobra praca w IT. Stabilizacja. Grupa sprawdzonych ludzi wokół siebie. Facet poukładany, konkretny i odpowiedzialny.
Taki, na którym można polegać.
Inteligentny, skrupulatny i lojalny. Bez potrzeby robienia wokół siebie hałasu.
Organizm zaczął jednak wystawiać rachunek.
Jest coś, o czym wielu mężczyzn po 35. lub 40. roku życia nie mówi głośno.
To moment, w którym zaczynasz czuć, że organizm powoli odbiera Ci przewagę.
Coraz mniej energii. Coraz więcej napięcia. Praca pozostaje w głowie nawet wieczorem, a pasje stopniowo schodzą na dalszy plan.
Człowiek funkcjonuje poprawnie, ale przestaje czuć się naprawdę silny.
Waga Adama wynosiła 83,1 kg, a obwód pasa 100 cm.
Pozornie sytuacja nie wyglądała jeszcze alarmująco. Ciało coraz wyraźniej pokazywało jednak skutki stresu, siedzącej pracy i odkładania siebie na później.
Zmęczenie, brak energii, gorsze samopoczucie i ten moment przed lustrem, kiedy wiesz, że stać Cię na więcej niż wersję siebie, którą aktualnie widzisz.
Zaczęliśmy od fundamentów.
Lepszy sen. Zmiana nawyków żywieniowych. Regularny ruch. Trochę cardio i dużo treningu siłowego.
Bez chaosu, ekstremalnych metod i karania organizmu.
Działaliśmy systematycznie i rozsądnie — tak, jak buduje się coś, co ma zostać na lata.
Organizm zaczął odpowiadać.
- waga: z 83,1 kg do 68,1 kg,
- 15 kg mniej,
- obwód pasa: ze 100 cm do 77 cm,
- 23 cm mniej w pasie,
- szczuplejsza i bardziej atletyczna sylwetka,
- więcej energii i pewności siebie.
Schudnięcie przestało być celem. Stało się początkiem.
Sylwetka zrobiła się szczupła, twarz nabrała wyraźniejszych rysów, a energia i pewność siebie zaczęły wracać.
Najciekawsze wydarzyło się jednak później.
Adam odkrył, że trening daje znacznie więcej niż tylko lepszy wygląd. Daje prawdziwe poczucie siły.
Siły, dzięki której lepiej funkcjonujesz, sprawniej myślisz, masz więcej energii, większy spokój i lepiej radzisz sobie ze stresem.
Kiedyś Adam wyciskał na ławce 50 kg. Dzisiaj wykonuje serie z ciężarem 80 kg.
Zaczęliśmy budować mięśnie, siłę, sprawność i atletyczność.
Bez ego, bez obsesyjnego „robienia masy” i bez potrzeby udowadniania czegokolwiek innym.
Budowaliśmy silnego, sprawnego mężczyznę. Takiego, który dobrze wygląda, ale przede wszystkim dobrze funkcjonuje.
Później pojawiło się bieganie.
Po drodze zaproponowałem Adamowi bieganie — moją prywatną pasję.
Bo dlaczego silny mężczyzna nie miałby być jednocześnie wydolny?
I tak człowiek, który przyszedł tylko zgubić kilka kilogramów, zaczął pokonywać kolejne dystanse.
Najpierw krótkie. Później coraz dłuższe.
Aż w końcu przebiegł swój pierwszy półmaraton.
- zredukował 15 kg i 23 cm w pasie,
- zbudował silną i atletyczną sylwetkę,
- znacząco zwiększył swoją siłę,
- odzyskał energię i poczucie wpływu,
- zaczął regularnie biegać,
- ukończył swój pierwszy półmaraton.
Dzisiaj to zupełnie inne 80 kilogramów.
Obecnie Adam waży 80,2 kg. To więcej niż po etapie redukcji, ale jego ciało wygląda i funkcjonuje zupełnie inaczej.
To już nie ciężar zmęczenia i zaniedbania. To mięśnie, sprawność i siła.
To ciało, które potrafi pracować, dźwigać, biegać i funkcjonować na wysokim poziomie.
Największa zmiana wydarzyła się jednak tam, gdzie większość ludzi jej nie widzi — w głowie.
Prawdziwa siła nie zaczyna się od wyglądu klatki piersiowej. Zaczyna się w chwili, w której odzyskujesz poczucie wpływu na własne życie.
Adam udowodnił sobie, że po 40-tce nadal można budować formę, zwiększać siłę, rozwijać sprawność, wyglądać lepiej niż dekadę wcześniej i ponownie poczuć pełną kontrolę nad sobą.
Obaj z Adamem lubimy komiksy. Jego historia naprawdę przypomina odwróconą historię Supermana.
Superman urodził się z mocą. Adam był zwykłym facetem — i właśnie dlatego jego historia ma taką wartość.
Swoje supermoce zbudował sam.
Trening po treningu. Decyzja po decyzji. Dzień po dniu.
Yes, you can.
08
Klaudia — wyleczona dyskopatia i sprawne plecy by móc podróżować
Życie bez bólu pleców · piesze i rowerowe podróże

Klaudia — historia odzyskanej sprawności
Czasami największą zmianą nie jest utrata kilogramów. Jest nią odzyskanie życia bez bólu i możliwości robienia tego, co wcześniej ograniczało ciało.
Klaudia ma 35 lat.
Na co dzień pracuje z ludźmi, zarządza zespołem i wnosi energię wszędzie tam, gdzie się pojawia.
Silna, ambitna i uśmiechnięta.
Było jednak coś, czego często nie dało się zauważyć z zewnątrz.
Przewlekły ból pleców. Dyskopatia. Poranki rozpoczynające się od sztywności i napięcia. Dni funkcjonowania na zaciskaniu zębów.
Trudno dawać energię innym, kiedy własne ciało odmawia współpracy.
Najgorsze było poczucie, że nikt naprawdę jej nie słucha.
Klaudia wcześniej otrzymywała ćwiczenia, które nasilały ból. Pojawiały się kolejne schematy i następne zalecenia, aby po prostu się rozciągać.
Towarzyszyło temu poczucie, że jej problem jest bagatelizowany.
W tle pojawił się jeszcze jeden powód do obaw — planowany wyjazd do Tajlandii.
Wymarzona podróż miała oznaczać zwiedzanie, kilometry spacerów i przygodę.
Tylko jak cieszyć się podróżą, kiedy ból nie pozwala normalnie funkcjonować, a nawet ukochana jazda na rowerze staje się niemożliwa?
Najpierw zrozumieliśmy problem.
Rozmawialiśmy o bólu, pracy, stresie, śnie i codziennym funkcjonowaniu.
Chciałem zrozumieć nie tylko samą dolegliwość, ale również wszystko to, co odbierało Klaudii sprawność i energię.
Zaczęliśmy od fizjoterapii, terapii manualnej oraz prostych, ale skutecznych ćwiczeń wykonywanych regularnie w domu.
Bez bohaterstwa i katowania organizmu. Za to z cierpliwością, konsekwencją i obserwowaniem reakcji ciała.
Stopniowo pracowaliśmy także nad codziennymi nawykami.
- indywidualnie dobrana fizjoterapia,
- terapia manualna,
- regularne ćwiczenia wykonywane w domu,
- zmiana nawyków żywieniowych,
- poprawa higieny snu,
- lepsza regeneracja i codzienna rutyna.
Z tygodnia na tydzień zaczęło wracać coś bardzo ważnego — poczucie kontroli nad własnym ciałem.
Od bólu przeszliśmy do budowania siły.
Kiedy ciało było gotowe, weszliśmy na siłownię.
Bezpiecznie i rozsądnie budowaliśmy stabilizację, siłę oraz pewność ruchu.
Cały czas dbaliśmy o mobilność, odpowiednie rozciąganie, odpoczynek i naukę słuchania własnego organizmu.
Klaudia nauczyła się rozpoznawać sygnały wysyłane przez ciało. Poznała również metody autoterapii i reagowania, zanim pojawi się przeciążenie.
Nasza praca stopniowo ewoluowała — od ograniczeń i bólu do siły oraz sprawności.
Dzisiaj przysiady, martwe ciągi i trening siłowy są częścią jej życia.
Nie jako kara ani przykry obowiązek, ale jako symbol sprawności, którą odzyskała.
A wymarzona podróż do Tajlandii?
Klaudia pojechała, zwiedzała i chodziła całymi dniami.
Później pojawiły się kolejne podróże, następne szlaki i kolejne zdobywane szczyty w Europie.
Wróciła również do jazdy na rowerze.
Regularnie słyszę od niej:
„40 kilometrów…”
„50 kilometrów…”
Bez bólu. Za to z uśmiechem, energią i poczuciem wolności.
- ból pleców przestał ograniczać jej codzienne życie,
- odzyskała swobodę ruchu i zaufanie do swojego ciała,
- nauczyła się rozpoznawać pierwsze oznaki przeciążenia,
- potrafi samodzielnie zadbać o plecy,
- regularnie wykonuje trening siłowy,
- wróciła do pieszych i rowerowych podróży,
- pokonuje kolejne szlaki i zdobywa europejskie szczyty.
Dyskopatia nie musi oznaczać rezygnacji z aktywnego życia, a ciało, które dzisiaj boli, może ponownie stać się silne i sprawne.
Czasami potrzeba indywidualnego podejścia, cierpliwości, rozsądnej terapii i procesu, który patrzy na człowieka całościowo.
Dla Klaudii nagrodą są sprawne plecy i życie bez ograniczeń.
Dla mnie — jej uśmiech i świadomość, że odzyskała coś więcej niż zdrowie.
Odzyskała poczucie, że znowu może żyć pełnią życia.
09
Łukasz J. wyleczona dyskopatia i silne plecy; nowa jakość życia i treningu.
Bez bólu pleców

Łukasz J. — silne plecy i nowa jakość życia
Dzisiaj Łukasz podciąga się 10 razy, wyciska 80 kg i trenuje siłowo bez bólu pleców. Zaczęło się jednak od nawracających dolegliwości i dyskopatii, która coraz bardziej ograniczała jego codzienne życie.
Łukasz jest krótko po czterdziestce i jest tatą dwóch żywiołowych chłopaków, którzy kochają piłkę nożną.
Dzisiaj podciąga się 10 razy, wyciska 80 kg i bez bólu wykonuje trening siłowy. Jego historia zaczęła się jednak właśnie od problemów z plecami.
Siedzący charakter pracy coraz mocniej obciążał jego ciało. Ból pojawiał się po wymagającym dniu, podczas wysiłku, a nawet po wakacyjnej trasie pokonanej samochodem.
To historia, którą zna wielu mężczyzn.
Dużo pracy. Dużo odpowiedzialności. Dużo stresu.
I ciało, które przez lata wszystko znosi, aż w końcu przestaje sobie z tym radzić.
Ból pleców pojawiał się na tyle często, że odbierał Łukaszowi radość ze wspólnych aktywności z rodziną.
Wycieczka rowerowa, gra w piłkę z synami czy wyprawa w góry zaczynały wiązać się z obawą, że kręgosłup ponownie da o sobie znać.
Po całym dniu siedzenia ciało było spięte i zmęczone. Zwykłe codzienne funkcjonowanie zaczynało kosztować coraz więcej energii.
Sam mnie znalazł. Nie szukał magicznych metod ani rozwiązania działającego w kilka dni.
Chciał odzyskać kontrolę nad własnym ciałem.
Od początku wiedzieliśmy, że nie chodzi wyłącznie o chwilowe zmniejszenie bólu. Chcieliśmy zbudować organizm, który ponownie będzie silny, sprawny i odporny na codzienne obciążenia.
Zaczęliśmy od rozsądnego treningu siłowego.
Ćwiczenia dopasowaliśmy do możliwości Łukasza, jego aktualnej sprawności oraz problemów związanych z dyskopatią.
Do treningów na siłowni dołączyliśmy ćwiczenia wykonywane samodzielnie w domu.
Pracowaliśmy również nad nawykami żywieniowymi oraz zwiększeniem codziennej dawki ruchu podczas ośmiogodzinnej pracy siedzącej.
Systematycznie, spokojnie i konsekwentnie.
To właśnie konsekwencja zrobiła największą różnicę.
Najpierw poprawiła się sprawność. Później przyszła większa siła. Z czasem praktycznie przestaliśmy rozmawiać o bólu pleców.
- ból pleców przestał ograniczać codzienne życie,
- dyskopatia nie przeszkadza już w treningu siłowym,
- większa siła i stabilność całego ciała,
- 10 prawidłowych podciągnięć,
- wzrost wyniku w wyciskaniu z 50 do 80 kg,
- 7 kg mniej,
- 10 cm mniej w pasie.
Dzisiaj Łukasz podnosi coraz większe ciężary.
Ma sprawne i silne plecy, wykonuje martwe ciągi oraz konsekwentnie rozwija swoją siłę.
Kiedy zaczynaliśmy, jego maksymalny wynik w wyciskaniu wynosił 50 kg. Dzisiaj wyciska 80 kg — więcej niż wynosi masa jego ciała.
Buduje siłę, dba o zdrowie i stawia sobie kolejne cele treningowe.
Pojawiły się także rezultaty, które początkowo miały być jedynie dodatkowym efektem całego procesu: 7 kg mniej i 10 cm mniej w pasie.
Najważniejsza zmiana wydarzyła się poza siłownią.
Łukasz może aktywnie spędzać czas z rodziną bez ciągłego myślenia o bólu.
Może wybrać się na wycieczkę rowerową, zagrać z synami w piłkę albo ruszyć z rodziną w góry.
Po ośmiu godzinach siedzącej pracy nadal ma energię, aby pójść na trening, zamiast szukać ulgi w bezruchu i leżeniu.
To nowa jakość życia bez nieustannego zastanawiania się nad kręgosłupem.
- aktywnie spędza czas z synami,
- wrócił do rodzinnych wycieczek rowerowych,
- może grać w piłkę i chodzić po górach,
- ma więcej energii po całym dniu pracy,
- trening przestał kojarzyć się z bólem,
- stawia sobie coraz ambitniejsze cele siłowe.
Właśnie za to najbardziej szanuję Łukasza.
Kiedy słyszę, ile ma obowiązków, a następnie widzę, że nadal znajduje czas na dodatkowe treningi i dbanie o zdrowie, widzę człowieka, który naprawdę polubił trening i swoje coraz silniejsze ciało.
Na treningach nie rozmawiamy już o bólu pleców.
Rozmawiamy o kolejnych wyzwaniach — na przykład o pompkach na jednej ręce.
10
Wojtek — sprawność i forma życia po 50-tce
Maratończyk · rekordy siłowe · aktywne życie bez ograniczeń

Wojciech — sprawność i siła życia po 50-tce
50-letni maratończyk, który regularnie poprawia swoje wyniki biegowe, zwiększa siłę i udowadnia, że metryka nie musi wyznaczać granic sprawności.
Nasza znajomość rozpoczęła się kilka lat temu.
Cel od początku był jasny: utrzymanie zdrowia, siły i sprawności po 50. roku życia.
Wojciech już wtedy świadomie podchodził do swojego zdrowia. Regularnie się ruszał, zwracał uwagę na sposób żywienia i chciał utrzymać ciało w dobrej kondycji przez kolejne lata.
Zaczęliśmy od treningów na świeżym powietrzu.
Początkowo ćwiczyliśmy outdoorowo, koncentrując się przede wszystkim na treningu obwodowym.
Poprawialiśmy siłę, wydolność oraz ogólną kondycję fizyczną.
Regularnie pracowaliśmy również nad rozciąganiem, stabilizacją i ograniczeniem ryzyka kontuzji.
Rozmawialiśmy o treningu, żywieniu i codziennych nawykach wpływających na zdrowie.
Szybko zauważyłem, że Wojciech traktuje dbanie o siebie całościowo i chętnie wdraża otrzymywane wskazówki.
Po kilku latach trening wszedł na kolejny poziom.
Około rok temu rozpoczęła się wyraźna zmiana.
Dotychczasowy trening obwodowy przestał wystarczać. Organizm był gotowy na nowe wyzwania, dlatego zaczęliśmy stopniowo zwiększać obciążenia i rozwijać trening siłowy.
Siła Wojciecha zaczęła poprawiać się z miesiąca na miesiąc.
Pojawiały się kolejne ciężary, nowe możliwości i następne rekordy treningowe.
Jednocześnie regularnie otrzymywałem informacje o wynikach z kolejnych biegów — również nieustannie poprawianych.
Sukcesy Wojciecha dają mi dużą satysfakcję, ponieważ mogę uczestniczyć w tym procesie i pomagać mu łączyć trening biegowy z rozwojem siły oraz dbaniem o zdrowie.
- siłę całego ciała,
- wydolność i kondycję,
- stabilizację oraz kontrolę ruchu,
- mobilność i elastyczność,
- odporność organizmu na przeciążenia,
- przygotowanie do kolejnych wyzwań biegowych.
Co sprawność daje Wojciechowi poza treningiem?
Przede wszystkim energię — zarówno w pracy, jak i w domu.
Jego dzień nie kończy się po powrocie z pracy na kanapie. W pewnym sensie zaczyna się ponownie, tym razem w gronie najbliższych.
Wojciech aktywnie spędza czas z córkami, budując z nimi relacje poprzez wspólne doświadczenia, ruch i obecność.
Trening jest również odskocznią od poważnej i odpowiedzialnej pracy. Pomaga rozładować napięcie, odpocząć psychicznie i lepiej spać.
Sprawne ciało pozwala mu samodzielnie pracować w sadzie i ogrodzie.
Może sadzić kolejne drzewa i krzewy, wykonywać wymagające prace oraz cieszyć się ich efektami bez bólu pleców.
- więcej energii po całym dniu pracy,
- aktywny czas spędzany z córkami,
- lepsza regeneracja i jakość snu,
- możliwość samodzielnej pracy w sadzie i ogrodzie,
- aktywność bez bólu pleców,
- większa satysfakcja i poczucie wpływu na własne zdrowie.
Najważniejsze jest poczucie sprawczości.
Wojciech widzi, że regularna praca nad siłą, kondycją i zdrowiem przynosi konkretne efekty.
Nie chodzi wyłącznie o kolejne rekordy na treningu czy lepsze czasy podczas biegu.
Chodzi o świadomość, że ma realny wpływ na to, jak będzie wyglądać jego zdrowie, sprawność i codzienne życie w następnych latach.
Wiek może być liczbą w dowodzie.
Nie musi być granicą siły, sprawności ani życiowej energii.